EATDISC – ciąg dalszy

Ironia polega na tym, że choć reprezentanci firm hamują prace normalizacyjne, to same firmy mogą zgodnie z prawdą twierdzić, że są „aktywnie zaangażowane w proces opracowywania otwartych standardów”, co ma sugerrować, że zamierzają dostarczać klientom mniej własnościowe rozwiązania.

Wyobraź sobie wreszcie, że organizacja EATDISC potrafi manipulować systemem prawnym równie dobrze jak bitami danych. Co by było, gdyby duże firmy wykorzystywały luki w procedurze rejestracji patentów i znaków towarowych, aby przedkładać „puste patenty” na wszystkie rozwiązania technologiczne w danej dziedzinie — nawet oparte na nie wymyślonych jeszcze ideach — a następnie wykorzystywały swoją pozycję prawną do tłumienia innowacji nie usankcjonowanych przez EATDISC?

Mówiąc w skrócie: co by było, gdyby taki kartel działał za kulisami, aby nakłonić klientów do wybrania własnościowych i niedoskonałych technologii, dokonania zakupów opartych na zupełnie nieuzasadnionych przesłankach oraz zastosowania rozwiązań, które uniemożliwiają standardowe zarządzanie i wymagają masowej wymiany sprzętu co rok albo dwa?

Powyższy scenariusz wyjaśniałby, dlaczego towar powszechnego użytku — jakim w coraz większym stopniu staje się dyskowa pamięć masowa — wciąż zajmuje tak wysoką, wyższą niż kiedykolwiek pozycję w budżecie informatycznym firm. Nie da się ukryć, że wiele wydarzeń ostatnich kilku lat wydaje się potwierdzać tę teorię spisku, a przynajmniej jej część.

Oczywiście, istnienie organizacji EATDISC to tylko paranoiczna fantazja. W rzeczywistości taki kartel wymagałby dyscypliny i współpracy, na którą branża pamięci masowej nigdy nie zdołała się zdobyć. Na przeszkodzie do jego powstania stoją mocno zakorzenione fobie producentów pamięci masowej.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>