Zarządzanie pamięcią masową

Zarządzanie pamięcią masową nie pomaga w zdobyciu poważania wśród ludzi. W wielu przedsiębiorstwach brak nawet nazwy dla takiego stanowiska. Osoba, która je zajmuje, nie jest rozpoznawana w środowisku informatyków. Nie opracowano dla niej ścieżki kariery — może poza wyraźną wskazówką, aby administrator ciągle po-dwajał swe wysiłki, tak by mógł zarządzać coraz obszerniejszą pamięcią masową.

Taki stan rzeczy bardzo odpowiada producentom. W przypadku awarii i tak powie-dzą administratorowi, że to wyłącznie jego wina. Nie mając z kim wymienić się do-świadczeniem, biedny administrator pamięci masowych musi uznać argumentację producentów.

Niezwykle denerwujące jest wysłuchiwanie przedstawicieli firm produkujących pa-mięć masową, chwalących się, że kierując się wynikami badań przeprowadzonych na jakiejś grupie użytkowników pamięci wprowadzili do swoich produktów kolejne funkcje i udogodnienia, które tak naprawdę nie są nikomu potrzebne. Jeszcze bardziej frustrująca bywa wypowiedź producenta, że jeśli do swoich produktów nie włączył jakiejś funkcji, to tylko dlatego, że nikt go o to nie prosił, podczas gdy w rzeczywistości wielu administratorów już od lat bezskutecznie domaga się jej wprowadzenia.

Jeśli sprawy mają się aż tak źle, to niektórzy mogą zapytać: dlaczego na świecie jest tak wielu zadowolonych z siebie menedżerów pamięci masowej? Czy nigdy nie za-wiodły ich systemy tworzenia kopii zapasowych? Czy nie przepłacają codziennie za korzystanie z macierzy, które są niczym innym jak kilkoma dyskami twardymi za-mkniętymi we wspólnej metalowej obudowie? Czy nigdy nie dali się nabrać na zakup przestarzałej struktury, która nie spełniła żadnej z obietnic tak hojnie składanych przez entuzjastów sieci SAN? Czyż w ich przedsiębiorstwach nawet w najkorzystniejszych warunkach nie uzyskuje się zaledwie 40 % efektywności przy alokacji danych (przy czym rzeczywisty poziom wykorzystania pamięci masowych jest jeszcze niższy)?

Oczywiście, że tak. Jednakże niektórzy z nich najwyraźniej są w stanie, który psy-cholodzy nazywają „wyparciem”. John Tyrell, jeden z właścicieli patentu na Systems Managed Storage (SMS), tak skomentował swoje uczestnictwo w pierwszych 100 badaniach SMS przeprowadzonych wśród klientów:

Kiedy podsumowywaliśmy nakłady pracy niezbędnej do „zarządzania” pamięciami masowymi, braliśmy pod uwagę nie tylko personel działu IT, ale zapytaliśmy też inne grupy pracowników, na ile ich praca ma związek z pamięciami masowymi. Odpowiedzieli po prostu, że nie zajmują się zarządzaniem pamięcią masową. Jednak podczas dalszej rozmowy stwierdziliśmy, że poświęcają dużo czasu na porządkowanie dysków, ponowne uruchamianie aplikacji, wyszukiwanie miejsca w woluminach dyskowych, zmianę języka sterowania zadaniami, sporządzanie kopii zapasowych, itd. Po podsumowaniu rzeczywistych kosztów zarządzania pamięciami masowymi zauważamy, że 80 % tej sumy to koszty związane z obsługą aplikacji, a nie z utrzymaniem centrum przetwarzania danych. Rzeczywisty koszt zarządzania rozproszonymi pamięciami masowymi jest astronomiczny. W pewnym momencie przestaliśmy nawet liczyć te koszty. Odpowiednie wnioski nasuną się każdemu, kto zastanowi się nad tym, jak dużo czasu zabiera mu administrowanie własnym notebookiem.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>